Za nami 1:1 z Wigrami. No demon wrócił, szybko się pojawił.
Demon dobrej gry, niewykorzystanych szans i straconych punktów.
Wróg miał dwie groźne sytuacje, z których oddał jeden celny strzał. Zbyt celny.
Stracona bramka to chwila dekoncentracji, dobre podanie wroga na wybieg za plecy obrońców, błąd Kiełpina, który bezrobotny cały mecz niepotrzebnie wyszedł. Wróg był na skraju szesnastki i bez wyjścia Kiełpina strzelałby z kąta lub musiałby zagrywać do środka. A tak lobik nad bramkarzem i gol..
Od straty bramki gonitwa za zwycięstwem. Nieskuteczna.
A nasza gra fajna, ponownie dobrze się to oglądało. Choć bramka dla nas kontrowersyjna, bo wg mnie i Grzesia faul był przed polem karnym.
Nowak robił grę, sporo strzelał, kilka razy fajnie zagrał.
Paluchowski miał swoje sytuacje; także od wroga gdy ten z 6 metra głową zgrywa do bramkarza a pomiędzy nimi właśnie Paluch, ale choć pięknie zareagował dokładając nogę, to piłka poszła nad poprzeczkę.
Szkoda jego głowy po pysznym dośrodkowaniu Getka.
Oprócz tego sporo strzałów, ale niecelnych.
Prokić co miał to jego i jak zawsze nieskutecznie lub przekombinowane (zamiast uderzać, zgrywał niedokładnie do Tomasiewicza w jednej z sytuacji).
Bramkarz Wigier też swoje dołożył, bo albo dobrze ustawiony albo instynktownie odbijał.
No cóż, Stal gra swoje - dobra piłka z masą niewykorzystanych szans.
Na sektorze oprócz mnie Grześ Rymu Dżak. Ze mną młoda kibicka Wisły Kraków, ale w barwach naszych

Pod jupiterem widzieliśmy się z Tylem, Dejvidhamem i Juniorem oraz z Noir.